24 czerwca 2017, czyli 8 lat temu, umieściłem na tej stronie artykuł na temat 23. edycji Wyścigu Rowerów Górskich w Jaworznie. Co się zmieniło na tej imprezie przez 8 lat?
Ano w tym roku, czyli konkretnie na 28. edycji (to nie błąd w liczeniu, bo organizację wyścigu kilka lat temu pokrzyżował COVID), trochę zmieniła się nazwa. Już nie jest to 'Wyścig Rowerów Górskich', a 'Terenowy Wyścig Rowerowy'. Myślę, że jest to próba zachęcenia gravelowców do startu na tej imprezie - trasa jest na tyle prosta, że na tego typu rowerze spokojnie można rywalizować z rowerami górskimi. Co do samej trasy - w 2017 roku wyścig ten po raz pierwszy rozegrano na płaskiej trasie przy zalewie Sosina. Nie uległo to zmianie, ale sama jej długość od 2022 roku została zwiększona o 5km.
W wyścigu tym chętnie uczestniczymy z kilku powodów. Po pierwsze - jest blisko. Po drugie - nie jest drogi. Po trzecie - ma swoje walory treningowe. Rozgrywany jest jako indywidualna próba czasowa na dystansie niecałych 15km. Czas zwycięzcy - około 25 minut. Wyścig ten nadaje się więc znakomicie jako 20-minotowa próba wydolności. W zeszłym roku wyścig ten przejechałem na 96% swojego pulsu maksymalnego, a ostatnie 20 minut - na 98%. Nie znam drugiego wyścigu terenowego, na którym tak mocno można by obciążyć swój układ oddechowo-krążeniowy. Sprzyja temu kilka czynników. Trasa jest praktycznie płaska jak stół. Elementy terenowe, poza około 100m piaskownicą, nie wybijają z rytmu. Zawodnicy startują w 20-sekundowych odstępach - łatwo jest więc się wyprzedzać, a znalezienie kogoś, na kogo plecach można by odpocząć - trudne.
A jak na tej trasie sprawdza się rower typu gravel? Akurat w tym roku na ten wyścig wypożyczyłem wysokiej klasy sprzęt tego typu. Miałem okazję godzinę przed startem objechać trasę i jechało mi się kiepsko. Po nocnych opadach w wielu miejscach pojawiło się lekkie błoto i to wystarczyło żeby przechylić szalkę wagi - więcej czasu traciło się na błocie i piachu, niż zyskiwało na długich prostych. Zwłaszcza piach tutaj przeszkadzał - trzeba było sporo się nakombinować, żeby znaleźć odpowiednią ścieżkę i nie utracić sterowności. Może gdybym miał możliwość wcześniej potrenowania na tego typu sprzęcie... tym razem po objeździe spakowałem grzecznie gravela do samochodu i wyciągnąłem swój średniej klasy rower górski, na którym może dużo szybciej trasy nie pokonałem, ale na pewno o wiele przyjemniej.
Jest jeszcze jedna strona tego wyścigu - towarzyska. Klubowo, ze wspomnianych wcześniej powodów, frekwencję zawsze mamy na nim wysoką. Jest on intensywny, ale krótki, ludzie się nie męczą, więc jak rzadko - po wyścigu można sobie pogadać czy porobić zdjęcia. A skoro większość osób z drużyny staje na podium - to jest też zadowolenie i satysfakcja. Pogoda (prawie zawsze bardzo dobra) i miejsce rozgrywaniu też sprzyjają socjalizacji. Dlatego warto tutaj pojechać i pościgać się, tudzież pogadać.
Przez 8 lat zmieniło się niestety jeszcze jedno. Frekwencja. O ile kiedyś limit zapisów ustalony był na poziomie 350 osób i dość szybko wyczerpywany, o tyle teraz na starcie zjawia się nieco ponad 100 osób. Niezwykle słaby jest to wynik zważywszy na to, że wyścig ma na tyle prostą trasę, że każdy jest w stanie go ukończyć. W kalendarzu na wrzesień widzę w tej lokalizacji terenowy triathlon. Czy - podobnie jak w Dąbrowie Górniczej - triathlon zastąpi tutaj wyścigi rowerowe - zobaczymy. Jednak dobrze byłoby kontynuować tradycję sięgającą lat 90-tych ubiegłego wieku.